Lucyna Błażejewska
 
Klątwa Sydonii von Borcke

1. Ród Borcków

,,Na zamku w Strzmielach [1], przed kilkaset lat żył potężny rycerz, którego w okolicy wszyscy się obawiali i nazywali go Surowym Michałem. Pewnego razu zamek został zaatakowany przez nieprzyjaciół, a jedyny syn Michała uszedł z życiem, dzięki piastunce, która wyniosła go z oblężenia. Kobieta dotarła do obozu Cyganów, którzy ukryli dziecko w borku, przed oczami prześladowców. Kiedy niebezpieczeństwo minęło, odjechał z chłopcem na Węgry. Po kilku latach wrócili na Pomorze, przywożąc ze sobą dziecko. Wyrosło ono na przystojnego chłopca, który stał się protoplastą (najstarszym członkiem rodu, założycielem rodu), a od cudownego ocalenia został nazwany Borkiem", (Legendy i podania Pomorza Zachodniego) [2].

Borckowie - ród, który odegrał poważną rolę w dziejach Pomorza Zachodniego, a powiat łobeski [3], do dziś niekiedy bywa nazywany ziemią rodu Borcków. Byli jednymi z najstarszych rodów, krążyło nawet powiedzenie, że są starzy jak diabeł, ponoć mieli się wywodzić jeszcze z dawnych plemion Wendów [4]. To ‘prastara szlachta o korzeniach słowiańskich, według dziewiętnastowiecznych herbarzy – ich protoplaści mieliby istnieć już w X wieku, prawdopodobnie ten ród ma również dawne pochodzenie, jak książęta zwani Gryfitami[5].

Pierwszym pewnym przedstawicielem rodu, był Borcko I, żyjący w czasach książąt pomorskich Bogusława I i Kazimierza I. Z rodem Borcków nie wiązała się niestety dobra sława. Zasłynął raczej z porywczości, a nawet skłonności zbójeckich. W wiekach XIV, XV, XVI na Pomorzu Zachodnim na dużą skalę szerzył się rozbój. Na drogach nie było bezpiecznie, grabiono kupców wędrujących od miasta do miasta, napadano na podróżujących rycerzy i duchownych. Takimi rabusiami - rycerzami trudniącymi się rozbojem i grabieżą - byli niektórzy z rodu Borcków. Jednym z nich był Maciek (Maćko) Borcke, który uderzał nawet na dostojników krzyżackich i gości Zakonu. Uprawianie rozboju ułatwiało Borckom to, iż ich włości rozpościerały się na pograniczu z Brandenburgią (‘tzw. Nowa Marchia’), a później Zakonem Krzyżackim i do Wielkopolski nie było daleko. Biegły tędy również ważne szlaki handlowe. Jeden z Białogardu i Barwic przez Połczyn, Świdwin i Resko. Drugi z Białogardu do Świdwina wzdłuż pradoliny Regi, a następnie przez Łobez, Zwierzynek do Stargardu, Pyrzyc i Szczecina. Możni feudałowie Borckowie w XVI w. posiadali już prawie całe krainy: Łobeską i Reską. Na swoich terenach robili co chcieli, mogli więc być nawet rozbójnikami [6]. Kilka razy popadali w konflikt z Gryfitami, z tzw strzmielewskiej linii rodu Borcków pochodziła Sydonia. Losy Sydonii von Borcke również nie przyniosły chwały rodowi, posądzenie o czary i śmierć na stosie na zawsze przekreśliło marzenia jej rodziców o wejściu w poczet najznakomitszych rodów pomorskich.

Rycerze rodu Borcków pieczętowali się herbem z dwoma czerwonymi wilkami na złotej tarczy – gniazdem rodowym był tajemniczy Wulvesberg (Wulfsberg) – Wilcza Góra, prawdziwy matecznik wilków, ponieważ słowo bork – to wendyjski wilk, który „zadomowił” się nie tylko w herbie rodu, lecz także – jak powiadano – w porywczych charakterach jego przedstawicieli [7], mieszcząca się obok dzisiejszej miejscowości Strzmiele. Wiek XIII, to trudny wiek dla dumnych rycerzy z Wulvesbergu – Wilczej Góry, ponieważ zaczęli popadać w liczne konflikty z książętami. Powodem była polityka, jaką prowadzili książęta, mianowicie sprowadzenie na Pomorze i faworyzowanie niemieckich rodów rycerskich, a nawet osób niższego stanu, tak zwanych ministeriatów, czyli urzędników, zwykle pochodzenia mieszczańskiego, działających na obcych dworach. Ród Borcków odmawiał książętom składania hołdu, później zasłynął z iście wilczych obyczajów, jako rycerze-rabusie, i z tego względu ziemie ich były nękane licznymi najazdami wojsk książęcych.

Napad na posłującego z Czech do Malborka komtura [8] krzyżackiego przesądził o losie rodu, gdy dyplomatyczne starania o ukaranie rycerzy nie przyniosły rezultatu, Krzyżacy sami wymierzyli sprawiedliwość, napadając na Wulvesberg Borcków, niszcząc go doszczętnie aż do fundamentów. Jednak stary pomorski ród nie poddał się i wkrótce odbudował swą siedzibę, otaczając ją potężnymi murami, fosami i wałem [9]. Zamki klanu znajdowały się w Łobzie, Resku, Węgorzynie, Strzmielu i Starogardzie Łobeskim. Niestety, z dawnego zamku w Łobzie nie zachowały się nawet ślady, Resko dawniej było grodem opolnym; znajdowały się tutaj prawdopodobnie dwa grodziska. Na jednym, położonym obecnie w centrum miasta, zachowały się resztki gotyckiego zamku z połowy XV w. Natomiast w Węgorzynie, który był w XIV w. własnością Borcków i gdzie w XV w. zbudowali oni swój zamek, nie ma śladu po tej budowli. Podobnie przedstawia się sprawa Starogardu Łobeskiego, tutaj także był gród, po którym zostały ruiny. Na Ziemi Borcków można spotkać prawie w każdej wiosce, w każdym parku podworskim potężne dęby, buki, lipy, czasem jesiony i stare wierzby. Legendy przypominają dwa drzewa rosnące w Strzmielu: dąb "Maćko" oraz jesion Sydonii Borckówny [10].

Borckowie (może nie wszyscy, ale znaczna ich część) sprzyjali Polsce. Nawet ich rycerze-rabusie byli często pożyteczni dla naszego kraju, niszczyli bowiem posiłki, jakie otrzymywali Krzyżacy. Historycy stwierdzają, że wielu wybitnych członków tego rodu dążyło do włączenia pogranicznych grodów pomorskich do Polski. Sprawowali wiele ważnych i zaszczytnych funkcji na książęcych dworach w Szczecinie i Wołogoszczy, bywali wojewodami i kasztelanami.

O pomorskiej rodzinie von Borcke znajdujemy w literaturze stosunkowo niewiele informacji, choć nie ma wątpliwości, że była ona dobrze znana. Świadczą o tym spotykane w tych skromnych źródłach epitety: wielki, a nawet potężny. Do starego rodu odnoszą się nie tylko legendy, ale i przysłowia. Otto Knoop twierdzi, że kiedy lud w Szczecinie chciał opisać coś starego, mówił: to jest stare jak Borckowie. Według przekazów rodzinie von Borcke zawdzięczała, także swe powstanie miejscowość Labes (‘Łobez’). Została ona założona przez Wolfa von Borcka i pozostała na zawsze własnością tego rodu. Na pamiątkę tego wydarzenia herbem Łobza został ustanowiony biegnący wilk. Ród Borcków przyczynił się, także pośrednio do powstania niezbyt chwalebnej nazwy miejscowości wsi Unim (‘położonej niedaleko Łobza’), która była letnią siedzibą rodu. Unim pochodzi od niemieckiego słowa – ‘unheimlich – czyli budzący grozę, niesamowity’. I taka też podobno była ta miejscowość – niebezpieczna dla każdego, kto się w niej znalazł [11].

Z przytoczonych przykładów można wywnioskować, iż Borckowie pomimo takich osiągnięć i dokonań, nie cieszyli się zbyt wielka sympatią ludu. Otto Knoop nazywa ich rycerzami-zbójnikami. Wspomina, że na terenie zarządzanym przez Borcków często dochodziło do bijatyk. Odmiennego zdania jest Bogdan Frankiewicz [12], który niecałkowicie przychyla się do tej opinii, twierdząc, że ten znany pomorski ród nie zawsze popisywał się swym temperamentem niesłusznej sprawie. Z zamku w Strzmielu wychodziły drużyny napadające na oddziały krzyżackie, z tego rodu wywodził się też Maciek Borcke, poseł króla Eryka Pomorskiego, władcy Danii, Szwecji, Norwegii, który szukał z Jagiełłą porozumienia przeciwko krzyżakom. Brat Sydonii – Urlich odziedziczył po przodkach wiele cech charakteru, takich jak upór, czy skłonność do awanturnictwa, ale właściwości te służyły znacznie w mniejszym sprawom, niż jego krewnym o wielkiej świadomości słowiańskiej. Z dumnym rodem wiążą się liczne legendy – o oblężeniu Strzmiela przez Konrada Wallenroda [13] i zamurowaniu Maćka Borcka, o miłości potężniejszej niż śmierć, o róży z Jerycho i złotych pierścieniach z Pęzina, o czarach, którymi Sydonia miała wygubić Gryfitów [14].

Dochodząc do ważnego, jeśli nie kluczowego momentu można by stwierdzić, że Polska w czasach panowania rodu Borcków, zaczęła przypominać unoszący się na falach dziejowych dryfujący statek, który wprawdzie pokonywał przeszkody, lecz płynął bez wyznaczonego kursu.

A Borckowie, kim byli?
- Lwy Europy – nieustępliwi wojownicy, czy szczodrzy rywale?
- Królowie kontynentu; monarchowie, czy wasale?
- Salomonowi władcy; sprawiedliwi, czy pobłażliwi?
- wygrani, czy przegrani?
Pozostawili po sobie dobro i zło, trudno wyobrazić sobie np. postawienie tego wszystkiego na szalę i wyważenie miarą metryczną.

Historia jest jednak na tyle „mądrą” nauką, że pokazując przeszłość, pomaga przewodnikom w wyborze właściwej drogi dla przyszłych pokoleń. Lekcja o Borckach jest postawieniem pytania, o kierunek tej drogi, pozostawiając wybór nam samym, nie bacząc na z góry ustawione drogowskazy. Uczymy się więc ród Borcków poznawać, bo pozostawili po sobie niesamowitą skarbnicę wiedzy, kapitał ten jest tylko nasz i dlatego pozwala wiele zrozumieć. Uczymy się tak, aby pokoleniowy statek obierał zawsze właściwy kurs, aby nie dryfował i aby nie zatonął rozbijając się na byle jakiej przeszkodzie.


2. Klątwa Sydonii
 
Niech go piorun trzaśnie, szlag trafi, piekło pochłonie, diabli wezmą – te wypowiedziane w złości przekleństwa są echem magicznych rytuałów rzucania klątw. Każdemu zdarza się przekląć coś lub kogoś: opóźniający się pociąg, złą pogodę, samochód, który nie chce ruszyć, albo niewiernego kochanka. Klątwy te, są jednak w większości dosyć przypadkowe, rzucane pod wpływem emocji, bez zastanowienia i autentycznej wiary w ich skuteczność. To nie tylko złorzeczenia działające na poszczególne osoby, lecz także wytwory ciemnego, wrogo nastawionego, paranoicznego umysłu, którego można znaleźć w instytucjach (dominikańscy inkwizytorzy), stosujących strach i tortury, w celu kontrolowania ludzkich wierzeń. Inkwizytorzy wiedzieli, jak wydobywać fałszywe zeznania z przerażonych ofiar: w imię Jezusa Chrystusa, Boga miłości [15].

Rzucanie poważnych klątw jest w dzisiejszych czasach równie rzadko spotykane, jak wiara w siłę modlitwy czy błogosławieństwo. Ktoś, kto przyzna się, iż wierzy w uroki lub modlitwę o czyjąś śmierć, może zostać wyśmiany. Jednakże w XVI –XVII wieku w wielu krajach Europy setki tysięcy kobiet zostało zabitych w majestacie prawa na podstawie tego typu oskarżeń, Rzuciła urok na moją krowę i teraz mleko jest kwaśne. To czarownica! Spalić ją! [16]. Ogólnie biorąc, nie mamy co żałować, że jesteśmy zbyt nowocześni, by wierzyć w skuteczność klątwy, (chociaż zdarzają się i tacy ludzie, którzy nadal wierzą w moc rzuconej klątwy) lekceważymy je i kwitujemy stwierdzeniem, iż ich moc ma charakter wyłącznie psychologiczny, ale jednocześnie potwierdzamy fakt, że jeśli ktoś wierzy w nie, to może się owa klątwa spełnić, i ta osoba umrze, ponieważ wie, że ma się tak stać. Zwłaszcza, jeśli wszyscy wokół zachowują się, jakby już nie żyła [17]. Takie podejście sceptyczne w wielu przypadkach może wyjść nam na dobre, bo jeśli się w coś nie wierzy, zaprzecza się, by miało to jakąś moc, a ponieważ klątwy zazwyczaj szkodzą, to rozsądniej i bezpieczniej jest negować potęgę złej woli. A więc, czym jest klątwa?

‘To urok spotęgowany, zwykle dotyczący wielu aspektów życia człowieka, może być rzucony nawet na całą społeczność, jak i również na miejsce obłożone klątwą’. Ludzie objęci klątwą podupadają na zdrowiu, popadają w długi, tracą status społeczny i majątkowy, a także niekiedy życie rodzinne i towarzyskie staje się koszmarem. Klątwa powoduje, że jakiekolwiek działania człowieka, obłożonego klątwą, zmierzające do naprawy sytuacji, jeszcze bardziej pogarsza sytuację i obraca się przeciw niemu, sprawiając niemożliwość funkcjonowania na dotychczasowych zasadach, prześladuje go pech, z którym nie radzi sobie, i seria niepowodzeń na każdym kroku. Niewytłumaczalne wydarzenia towarzyszące nam w życiu, to pierwsze oznaki działania klątwy. Często niektórzy mówią, Prześladuje mnie pech - i nie zdają sobie sprawy z tego, iż komuś na tym zależy. Czasami jest też tak, że ignorujemy bardzo długo taką możliwość, ponieważ nie wierzymy w istnienie klątw [18].

Angielskie słowo curse (‘klątwa’) pochodzi od anglosaksońskiego cursisem (etymologia nieznana), co znaczy ‘powodować szkodę lub zło’. To złorzeczenie w formie ustnej lub pisemnej, które ma sprawić, by wróg lub złoczyńca cierpiał lub umarł. To kara za złamanie tabu i czyny, które wyrządziły szkodę rzucającemu klątwę albo jego krewnym [19]. Są też klątwy powstrzymujące, ‘mające na celu zapobiec popełnieniu jakiegoś czynu poprzez grożenie jego konsekwencjami’: jeśli splądrujesz grobowiec faraona, utkniesz w nim; dotkniesz głowy króla, umrzesz; zignorujesz papieską bullę, zostaniesz ekskomunikowany, będziesz jadł wieprzowinę, zostaniesz przeklęty; będziesz spał z kim popadnie, pójdziesz do piekła (dawniej) albo złapiesz AIDS (dzisiaj)!

Klątwy mogą być rzucane otwarcie poprzez wskazanie palcem, słowa wypowiedziane lub napisane (anatema) [20], posłanie przedmiotu obciążonego przekleństwem, a także przez magiczny rytuał. Może działać, nawet jeśli ofiara nie wie o nim lub nie wierzy w nie, często nie jest skierowana przeciwko konkretnej osobie, działa na każdego, kto ma kontakt z przedmiotem lub miejscem, na które rzucono urok, albo też na członka zauroczonej rodziny. To nie tylko złorzeczenie poszczególnym osobom, ale także paranoja i strach, które mogą obejmować całe społeczeństwo i trwać setki lat, jak np. histeryczne polowania na czarownice, jakie miały miejsce w Polsce i Europie w XVI i XVII wieku; szaleństwo, z którego ledwie się otrząsnęliśmy; jeśli w ogóle nam się udało, bo przecież nasze stulecie było, par excellence [21], wiekiem pogromów i prześladowań, masowych zbrodni i bomby atomowej, przeklętych działań na skalę większą niż w przypadku Czyngis-chana [22] lub inkwizycji [23]. Ciąży na nas klątwa naszej pełnej sprzeczności natury i dlatego stanowimy istotę pośrednią pomiędzy aniołem a bestią, nic więc dziwnego, że nie lubimy rozmawiać o przekleństwach, ponieważ samo życie to klątwa – u jej początków leży biblijna historia o wypędzeniu Adama i Ewy z raju oraz związana z tym wiara w grzech pierworodny - a próby poprawienia swego losu za bunt przeciwko bogom, spożycie zakazanego owocu traktowano bardzo podejrzliwie [24]. Alegoria upadku Adama i Ewy odnosi się do pojawienia nowego rodzaju świadomości – a mianowicie tej, która obecnie dominuje na świecie: egocentrycznej (‘z punktu widzenia własnej osoby’) i racjonalistycznej (‘oparty na nowoczesnych, naukowych metodach, przemyślany’). To spowodowało, że ludzie przestali żyć w zgodzie z naturą, zaczęli zamykać się w sobie, gubić w świecie, gdzie triumfuje grzech. Wąż ma obecnie dwie postaci: jedna jest teraz gniewnym bogiem w niebie, druga szatańskim robakiem; obie są wrogie w stosunku do człowieka, który po wypędzeniu z raju czuł się oszołomiony, potem – jak Kain – rozzłościł się tak, że gotów był popełnić zbrodnię [25]. Przeklęci i wygnani, jesteśmy teraz zdani tylko na siebie. Wielu wierzy, że klątwa utraty raju wciąż działa, że może od niej uwolnić tylko Chrystus [26].

Ze wszystkich cywilizacji aurą tajemniczości w największym stopniu otoczona jest klątwa egipska – ‘klątwa króla Tutenchamona, egipskiego faraona, zamordowanego w wieku osiemnastu lat’. Imię jego miało być zapomniane i wymazane ze wszystkich hieroglifów. Dzięki temu, jego grób przetrwał do czasów współczesnych w nienaruszonym stanie. Także w jego imieniu dla ochrony grobu przed rabusiami, została nałożona klątwa, która mówiła: Śmierć zabierze każdego, kto zakłóci spokój faraona. W momencie, kiedy odkrywcy grobu zaczęli nagle umierać śmiercią tragiczną, legenda zapomnianego faraona i klątw znów ożyła, nic więc dziwnego, że egiptolodzy i ludzie zajmujący się pracami archeologicznymi często miewają stany depresyjne. Cały problem polega na tym, czy chcemy w nią wierzyć, czy też nie. I w jaki sposób owa klątwa mogłaby działać w innym czasie i w innym miejscu? Od wieków powszechne jest przekonanie, że można rzucać przekleństwa, które nawet zabijają, a ofiara nie musi być tego świadoma [27]. Przykładem tego może być następna, bardzo znana nam klątwa, a dokładnie klątwa Kennedych. Od czasu, kiedy ów ambitny ród wspiął się do władzy, ma tak nieustannego pecha, że przeczy to wszelkim prawom prawdopodobieństwa. Trzej bracia padają ofiarą morderstw, siostra rodzi się opóźniona w rozwoju, inna siostra, dalsza rodzina i przyjaciele giną w trzech katastrofach lotniczych, czwarty brat, poważnie ranny w czwartej katastrofie powietrznej, zjeżdża pijany z mostu i topi sekretarkę. Jeśli zaś chodzi o dzieci: amputacje, aresztowania, choroby, zgony z powodu przedawkowania narkotyków, niekończąca się nagonka prasowa. Stracone pokolenie, zdawałoby się równie przeklęte, jak bohaterowie greckich tragedii [28]. Innymi słowy: Klątwa?

Wierzono również w inne formy klątw i czarów, czyli zły urok, który jest czymś mniejszym, ogranicza się do pewnego aspektu życia człowieka, rzucony jest przez jedną osobę na drugą i działa tylko na nią. Możliwe jest rzucanie uroku na konkretną sytuację, przedmiot działalności człowieka, sferę uczuciową, a także emocjonalną. Często uroki bywają rzucane, by osiągnąć awans społeczny, zawodowy, by ograniczyć wpływ konkurencji, podobnie jest w sferze uczuciowej, urok może spowodować spadek zainteresowania jedną osobą, a znaczy wzrost zainteresowania inną. Osoba, na którą rzucono urok zmienia sposób postrzegania świata i sama nieświadomie poddaje się działaniu uroku. [29] Sądzono, że złe oko jest wytworem zazdrości i złośliwości jego właściciela. Osoba taka, może nie zdawać sobie z tego sprawy. Ten rodzaj klątwy przypisywano zazwyczaj starym kobietom; o takie praktyki oskarżono domniemane czarownice, zwłaszcza jeśli miały oczy różnego koloru. W dawnych czasach uważano, że istnieje promień rzucany przez oko. Z ludzkiej źrenicy miała emanować potężna siła, zaś niedobry człowiek potrafił ponoć manipulować i wzmacniać swe promienie, siać zniszczenie i zło [30].

Ludzi od dawien, dawna przyciągało wszystko co tajemne, wierzyli w ogromną moc klątw, uroków (pozytywnych i negatywnych). Człowiek, który został przeklęty, skazany był na nędzę i samotność – nawet najbliższa rodzina odsuwała się od niego w obawie, że złe moce skierują swoje działanie także na nich. Bardzo silnie wierzono w potęgę wiedźm, które mogły rzucić urok na każdego, kto tylko wszedł im w drogę, wówczas taką osobę spotykały liczne nieszczęścia.

Wiele opowieści mówi, że w dawnej przeszłości żyły czarownice i czarnoksiężnicy, którzy zajmowali się rzucaniem klątw i uroków. Jedną z nich jest historia Sydonii von Borck, pomorskiej czarownicy, której postać w minionych czterech wiekach wielokrotnie opisywano i za każdym razem budziło wielkie emocje. Stała się ona bohaterką romansów i prac naukowych. Swoją popularność zawdzięcza tragicznym wydarzeniom, jakie miały miejsce w jej życiu. Oskarżona o czary, została skazana na śmierć przez ścięcie. Wielu pisarzy przedstawiając życie Sydonii, widziało niespełnioną, zranioną miłość, która mściła się na rodzinie jej ukochanego Ernesta Ludwika, tj. na rodzie Gryfitów [31].

Czasy, w których przyszło żyć pannie Borcke nie były łatwe. Powszechność zabobonów, spotęgowana przez łańcuch tragicznych wydarzeń historycznych – wojny, zarazy, nędzę i napięcia społeczne, spowodowała wzrost poczucia nieustannego zagrożenia i strachu. Szaleństwu ulegli nawet intelektualiści. Nic więc dziwnego, że pozornie banalna historia zawiodła niewinną kobietę na stos.

Sydonia – ‘córka Anny i Ottona von Borcke’ - należała do rodziny pochodzącej z elity szlachty pomorskiej, która swoimi korzeniami sięgała połowy XIII wieku, władała ziemiami w okolicach Łobza i Reska. Gniazdem rodowym był zamek w Strzmielu, który w połowie XVI wieku należał do Ottona von Borcke. Przyszła na świat prawdopodobnie (dokładna data urodzin jest nieznana) około 1548 r. w Strzmielu (‘koło Łobza’). Według większości przekazów Sydonia była piękna i dumna, wyróżniała się charakterem, wysokimi aspiracjami i niezaspokojonymi pragnieniami [32]. O dzieciństwie i wczesnej młodości Sydonii nie wiele wiadomo. Wraz z siostrą Dorotą i bratem Ulrykem była wychowywana przez matkę w Strzmielu. Tu prawdopodobnie nauczyła się pisać i czytać. Źródła donoszą, iż posiadała biblioteczkę, która świadczy, że jej wykształcenie było wyższe niż przeciętnej szlachcianki z tego okresu.

Na zamku w Wołogoszczy (‘obecnie województwo lubuskie’) mieszkał urodziwy młody Książe Ernest Ludwik (1545-1592), ‘syn księcia Filipa I’. Sydonia zgodnie z życzeniem ojca przebywała przez wiele lat na dworze księcia Filipa I w najbliższym otoczeniu jego żony (Amelii saskiej). Wychowywała się razem z dziećmi księcia i nabywała tak potrzebnej wówczas dworskiej ogłady. Minęły lata, starsi synowie księcia Filipa I wrócili ze studiów już jako młodzieńcy, dla których niezwykła uroda dziewczyny, nie mogła być obojętna. Ernest Ludwik, świeżo po studiach, trochę marzyciel i melancholik, obdarzony pięknym głosem i grający na lutni, podbił serce pięknej Sydonii. Poznała go w malowniczo położonym zamku, będąc jeszcze młodą, wesołą dziewczyną. Książe zapałał do niej uczuciem gorącym, wyznał jej miłość i przyrzekł małżeństwo. Wyznania miłosne przyjmowała z naiwną wiarą, jako zapewnienia trwałości związku. Jednak do ślubu nie doszło, książę Ernest nie dotrzymał słowa i ożenił się w 1577 r. z Zofią Jadwigą, córką Juliusza, księcia brunszwickiego [33]. Ernest Ludwik był człowiekiem wykształconym, studiował w Gryfie, Wittenberdze i Paryżu, przez dwa lata podróżował po Wielkiej Brytanii, gdzie zdobywał doświadczenie. Zapowiadał się na wspaniałego renesansowego arystokratę. Rodzina księcia nie mogła więc dopuścić do jego mezaliansu z kimś z poza rodu. Wzgardzona przez księcia dumna Pomorzanka postanowiła się zemścić, ale cóż mogła uczynić biedna, opuszczona przez wszystkich sierota? Pozostały jej tylko słowa, których użyła w najbardziej straszliwej formule, jaką owe wieki znały. W chwili opuszczania na zawsze dworu w Wołogoszczy, rzuciła na cały ród pomorskich Gryfitów klątwę-przepowiednię: że pół wieku nie przeminie, a cała tak liczna wówczas dynastia bezpotomnie zejdzie z tego świata [34].

Na nieszczęście Sydonii klątwa się sprawdziła, w kilka lat po jej wyjeździe z dworu książęcego, nadeszła ponura epoka ciągłych uroczystości pogrzebowych, którą zapoczątkował syn Bogusława III, Jan Ernest, w dwa lata potem, po krótkiej chorobie zmarł ukochany Sydonii, Ernest Ludwik, który nie był jednak szczęśliwy z wielu względów. Nie znalazł szczęścia przy boku narzuconej mu żony, w testamencie odsunął ją od rządów. Przeżył także wielką tragedię, kiedy okazało się, że zachorowało jedno z trójki jego dzieci – Elżbieta Magdalena, posądzona jednocześnie o opętanie przez szatana. W tym czasie książę coraz bardziej interesował się astrologią. Czytanie w gwiazdach i dopatrywanie się z nich przyszłości zrodziło w nim pewnego rodzaju melancholię, a choroba córki ten kryzys pogłębiła. Za namową doradców zaczął wierzyć, że ukochane dziecko popadło w chorobę za sprawą klątwy rzuconej przez Sydonię na ród Gryfitów, coraz częściej popadał w stan apatii i myślał o śmierci. W 1592 roku Ernest Ludwik dostał wysokiej gorączki i bólów głowy, zmarł 17 czerwca na zamku w Wołogoszczy [35].

W kilka lat poszedł w jego ślady najstarszy z braci, Jan Fryderyk (1600), a za nim, jak gdyby poddając się wyrokowi straszliwej przepowiedni odchodzili na zawsze: Barnim Młodszy (1603), Kazimierz (1605) i Bogusław XIII (1606). Tragizm tych pogrzebów powiększał fakt, iż z wyjątkiem Bogusława XIII wszyscy ci książęta mieli żony bezpłodne i kończyli swój żywot w młodym wieku bezpotomnie [36].

W epoce wojen religijnych, w wiekach kiedy gusła i zabobony święciły triumfy, a wiara w czary stanowiła jeden z elementów religii, szybkie wymieranie tak licznej dynastii najłatwiej było tłumaczyć siłami nadprzyrodzonymi, w tym wypadku udziałem szatana. Tymczasem Sydonia żyła nadal w bogactwie i przepychu, ale samotnie. Kilkakrotnie zbyt pochopnie zakochiwała się w mężczyznach z niższego stanu. Ciężkie czasy zaczęły się dla niej po śmierci ojca (matka zmarła wcześniej). Dobra przeszły wówczas w ręce jej brata Urlicha. Po śmierci rodziców, brat jej Ulryk, zawarł układ spadkowy ze swoimi siostrami. Umowa przewidywała: Ulryk otrzyma po rodzicach całość majątku nieruchomego tj. ziemie, a obie siostry zostaną przez niego spłacone [37]. Wraz z bogactwem przeszedł na Urlicha także obowiązek opieki nad siostrami – Sydonią i Dorotą, który wypełniał z wielką niechęcią. W zamian za wynagrodzenie i roczną rentę wymógł na nich zrzeczenie się praw majątkowych po rodzicach. W 1569 roku 25 września Urlich ożenił się, a siostry nie mogąc pogodzić się z bratową opuściły zamek. Wyjazd ten rozpoczął długoletnią tułaczkę. Sydonia nie mogła pogodzić się z niesprawiedliwością i przez 40 lat próbowała dochodzić swoich praw majątkowych. Bezskutecznie, piękna kobieta powoli starzała się w samotności i zgryzocie, a jednocześnie coraz bardziej narastało w niej poczucie krzywdy. Nie mając własnego domu, całymi latami tułała się po Pomorzu, mieszkając u obcych stałego miejsca pobytu, często wraz z siostrą przenosiła się korzystając z życzliwości krewnych i dworu książęcego. Zamieszkiwała między innymi w Stargardzie, Krępcewie, Chociwlu, Resku oraz Marianowie [38].

'Jak głoszą źródła Urlich nie był jedynym człowiekiem roszczącym sobie prawo do majątku Borcków. W książce pt. Książęta Pomorza Zachodniego znajdujemy informacje, że jego rywalem był brat zmarłego ojca (nie wiadomo jak się nazywał). Aby wykluczyć Sydonię rozgłaszał fałszywe informacje, na podstawie których zaczęto posądzać ją o czary i pragnienie zemsty na książęcym rodzie za nieszczęśliwą miłość. Podstawę do takich twierdzeń dały liczne pogrzeby książąt, poczynając od nieoczekiwanej śmierci Ernesta Ludwika, potem Jana Fryderyka, następnie Barnima XII, Kazimierza IX po Bogusława XII. Według stryja Sydonia miała przekląć cały ród Gryfitów, a żony książąt skazać na bezpłodność. Skoro zaś w ciągu kilku miesięcy zmarło wielu jej wrogów to dotychczasowe plotki zaczęto traktować jako fakty' [39]. Kłótnie, spory i pomówienia zaprowadziły niemal piękną Borckównę na skraj finansowej nędzy. Jej sytuacja była na tyle zła, że w wieku 57 lat zmuszona została do wstąpienia do żeńskiego klasztoru cysterek w Marianowie [40].

Według Encyklopedii PWN [41] cystersi, ‘to zakon katolicki założony w 1098 r., wywodzący się od benedyktynów’. Na ziemiach polskich pojawili się około połowy XII wieku. Jako pierwsi sprowadzeni zostali przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba ze Żnina i osadzeni w Łeknie na terenie Wielkopolski zakonnicy z Altenburgu (‘Niemcy’). W zakonie cysterskim gałąź żeńską powołał oraz nadał statuty i zwyczaje opat Stefan Harding, a pierwszy zakon cysterek powstał w 1127 roku, do którego zakonnice sprowadzono z kluniackiego [42] opactwa benedyktynek w Cluny (‘miasto we wschodniej Francji w regionie Burgundia’). Zakonnice dzieliły się na dwie kategorie: mniszki, ‘wywodzące się z rodzin rycerskich, książęcych, a nawet królewskich (w Polsce również z bogatego mieszczaństwa)’. Nosiły białe habity i czarne szkaplerzne [43], obowiązywała je ścisła klauzura i godziny kanoniczne. Zajmowały się wytwarzaniem szat liturgicznych, wychowywaniem i edukacją panien oraz przepisywaniem i iluminowaniem ksiąg, zakładały też przytułki i szpitale. W XIII wieku wprowadzono drugą kategorię - wywodzące się z ludności wiejskiej konwerski [44], ‘zakonnice tej kategorii nosiły szare habity bez szkaplerzy, pracowały fizycznie zarówno na terenie klasztoru, jak i poza nim’. Zatrudniano je także w przyklasztornych szpitalach i przytułkach [45].

Opiekę nad każdym klasztorem żeńskim sprawował klasztor męski, a jego opat wizytował go, przewodniczył wyborowi przeorysz lub ksieni [46], czuwał, by życie zakonnic przebiegało zgodnie z zakonnymi przepisami. Cysterki wielką czcią otaczały Matkę Boską, rozwinęły też kult Serca Pana Jezusa. Założycielem pierwszego klasztoru żeńskiego na ziemiach polskich był Henryk Brodaty. Taki klasztor powstał w 1202 roku w Trzebnicy, do którego przybyły zakonnice z Bambergu (‘z Niemiec’). Prawdopodobnie, z tego też klasztoru docierała większość cysterek do zakładanych na ziemiach Rzeczpospolitej konwentów (‘zakonów’). Jak dodają historycy, jednym z celów powołania klasztoru był zamiar włączenia cysterek w proces kolonizacji ziem pomorskich. Na terenie Pomorza w 1243 roku w Szczecinie książę Barnim I ufundował pierwszy żeński klasztor tego zgromadzenia. Po nim powstały konwenty m.in. w Marianowie, Cedyni i Koszalinie [47].

Sydonia von Borcke, jako najstarsza mieszkanka klasztoru, do tego energiczna i ambitna, mianowana została zastępczynią przeoryszy, otrzymała do swej dyspozycji dwie cele i dostęp do piwniczki. Dodatkowo na własny koszt wybudowała niedaleko klasztoru niewielki domek. Jednak awans nie trwał długo, przez swe kłótliwe i butne usposobienie popadła w konflikt z siostrami zakonnymi i zaszczyty zostały jej odebrane. Przyjaźniła się jedynie z pastorem Dawidem Ludecke z Wiechowa, którego często gościła warzonym przez siebie piwem [48]. Coraz częściej zaczęła się narażać nawet tym, którzy początkowo byli jej życzliwi. Opat klasztoru – Joann von Hechthausen - dotychczas przychylnie nastawiony, który często ją chronił, również został jej wrogiem, ponieważ Sydonia wyśmiewała jego cielesne kalectwa, nazwał ją Diabłem klasztornym, niespokojnym człowiekiem, wężem [49]. Modliła się także (rozpowiadając o tym głośno) o śmierć swojej przeciwniczki – przeoryszy.

Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, w krótkich odstępach czasu, zarówno opat von Hechthausen, jak i pastor, i przeorysza zmarli w nienaturalny, jak twierdziły mieszkanki klasztoru, sposób. Winą oczywiście obciążono Sydonię, posądzając ją jednocześnie o inne nieszczęśliwe wydarzenia w klasztorze i okolicy, już od najmłodszych lat była podejrzana o czary, sądzono że utrzymywała podejrzane kontakty z czarownicami, zwłaszcza z jedną zamieszkałą w Uchtenhagen, od której otrzymała czarodziejskie lusterko i dar przepowiadania. Prawdziwe ciężkie czasy dopiero miały nadejść, kiedy to opatem został jej kuzyn Jost von Borcke, syn znienawidzonego brata ojca, tak samo chciwy i skąpy. To właśnie jemu z niewidomych przyczyn bratanek Sydonii Otto, zamierzał przekazać cały majątek. Sydonia, aby zapobiec temu, zwróciła się o pomoc do życzliwego jej Filipa II, człowieka postępowego i wykształconego, wątpiącego w istnienie czarownic i krążących o nich plotkach. Niestety, on także nieoczekiwanie zachorował i zmarł, co oczywiście zrozumiano, jako efekt działalności Sydonii. Śmierć Filipa II dolała oliwy do ognia. Książe Franciszek, przejmujący po bracie władzę, wytacza proces starej już wówczas kobiecie wierząc, że tym posunięciem uratuje swój ród od wymarcia.

Następca Filipa, książe Franz, nie był tak wyrozumiały, jak jego poprzednik, nieufny i ponury, wierzył w winę zakonnicy. Zdecydowanie chciał ukrócić jej postępowanie. Tymczasem Sydonii, już na niczym nie zależało, była coraz bardziej zmęczona i wyczerpana ciągłymi oskarżeniami. Otwarcie mówiła o swojej cudownej, przynoszącej śmierć modlitwie, mieszała wszelkie możliwe lekarstwa z cudownymi ziołami i utrzymywała kontakty z złej sławy kobietami, które miały reputacje wróżbitek i czarownic. Klasztornego proboszcza Dawida Lüdicke, który za karę, za jej zachowanie odmawiał wydanie jej wieczerzy, posądziła go o moralne uchybienia oraz zesłała na niego chorobę, w wyniku której najpierw doznał skurczy i drgawek, a następnie po pięciu dniach zmarł. Jednocześnie wskutek wymodlonej śmierci umarł furtian (zakonnik będący odźwiernym klasztoru) i piekarz Matthias Winntefeld, który otrzymał polecenie śledzenia Sydonii. Gdy jej kuzyn Jost von Borcke został nawiedzony wielokrotnymi chorobami, rozpoznano w tym dzieło czarownicy z klasztoru. Ona sama, przez swoje nierozważne wypowiedzi umacniała tylko słuszność zarzutów. Na lipca 1619 roku wyznaczono termin rozprawy przeciwko Sydonii von Borcke [50]. Sędziować miał Krystian Lüdicke – człowiek niezwykle okrutny. W obawie przed rzuceniem na niego uroku przez Sydonię, postanowił przenieść ją z Marianowia do Szczecina, gdzie w zniszczonym zamku nad Odrą spędziła swoje ostatnie dni. Po wysłuchaniu wszystkich oświadczeń przeciwko niej i na podstawie krążących plotek – Lüdicke ułożył 47 artykułów, w których zebrano cały materiał oskarżycielski przeciwko Borckównie. Przed sądem łącznie przedstawiono winnej 74 zarzuty, poczynają od stosunkowo łagodnych, jakim było dokuczanie mieszkankom Marianowa, przez oskarżenie ją o czary, czytanie tajemniczych ksiąg, skończywszy na obwinieniu o spowodowanie śmierci kilku osób z bliższego i dalszego otoczenia. Najważniejsze jednak było oskarżenie o zamiar zniszczenia panującego na Pomorzu rodu Gryfitów, co zaliczało się już do przestępstwa politycznego. Zmierzch Gryfitów dawał bowiem prawo Brandenburgii do Pomorza. Motywem zemsty Sydonii na Gryfitach miało być wiarołomstwo Ernesta Ludwika. Obrońca oskarżonej dr Elias Pauli przedstawił 132 dowody na jej niewinność. Przesłuchanie czarownicy prowadził sędzia w oparciu o specjalny formularz zawierający pytania. Trwało ono bardzo długo, stosowano wobec niej tortury: buty hiszpańskie, krzesło inkwizytorskie z żelaznymi kolcami i podgrzewane od spodu, rama do druzgotania nóg i obcęgi, którymi szarpano ciało. Nic więc dziwnego, że podczas tortur przyznała się do obcowania z diabłem, rzucenia klątwy na ród i otrucia Filipa II [51].

Zmęczona, osłabiona, nie miała siły się bronić. Była kobietą w podeszłym wieku, zresztą każda próba obrony wydawała się wtedy bezsensowna. Zdjęto jej krzyżyk z szyi, zakryto oczy, ręce związano za plecach i rozciągnięto na drabince. Następnie oprawcy przyłożyli rozgrzane żelazo, pod wpływem tak silnego bólu, nieszczęsna kobieta wyznała wszystko, co chciał wycisnąć z niej kat. Przez męki była tak załamana, że nie chciała dłużej żyć, była gotowa na śmierć [52]. Torturowano ją jeszcze przez trzy tygodnie, potem 9 września 1620 roku Rada zaprzysiężonych w Szczecinie skazała 80 letnią Sydonię na śmierć przez spalenie, ze względu na pochodzenie (była szlachcianką) nie spalono ją żywcem, lecz kat ściął jej wprzód głowę na tak zwanym Kruczym Kamieniu za murami Szczecina [53], potem spalono jej zwłoki,  a popiół rozrzucono po okolicznych polach [54].

I tak zakończyła się tragedia Sydonii von Borcke, czarownicy z Pomorza, która w swych marzeniach mierzyła za wysoko, za co przyszło jej zapłacić życiem. A były to tylko marzenia, które ponoć nic nie kosztują, widocznie nie w tamtych czasach. W dumnej szlachciance można było zauważyć dwie postacie: piękna i brzydka, dobra i zła, tak jak w naturze dzień i noc, wiosna i jesień.

A Gryfici? Faktem jest, że na początku XVII wieku umierali w tajemniczych okolicznościach, jednak stos Sydonii, który zapłonął u bram Szczecina, losu nie odmienił, bezpotomnie umierali dalej. Prawdopodobnie przed egzekucją szlachcianki, książę Franciszek I zjawił się nocną porą w celi umęczonej torturami kobiety i prosił, strachem przejęty, aby odwołała swą klątwę, a on zwróci jej wolność, ale błagania były daremne [55]. W kilka tygodni po śmierci Sydonii podzielił los swych braci, nie pozostawił po sobie następcy. Nadal umierano w książęcym domu, gdy w 1625 roku wymarła pomorska, wołogoska linia z Filipem Januszem, panowanie nad Pomorzem objął jedyny z rodu, również bezdzietny, słaby Bogusławowi XIV [56], i na dodatek do tego doszła wojna trzydziestoletnia z katastrofalnymi skutkami.

Klątwa Sydonii nałożona na ród Gryfitów, okazała się straszna, a ciężko doświadczony lud mocno się burzył. W kraju było mnóstwo pogrążonych w smutku wdów, byli też tam książęta. Ród Gryfitów, który przez ponad pół tysiąclecia kierował historią naszej ojczyzny, wymarł w chwili, gdy ostatni książę w 1637 roku zamknął swe zmęczone oczy. Ginie liczące ponad pięć wieków państwo, a jego terytorium – od Rugii po Lębork – przypada w 1648 r. Szwecji i Brandenburgii.

Wojna trzydziestoletnia uczyniła twarde serca Pomorzan, otworzyła bramy i drzwi bujnym przesądom. Czarownicę poczytywano, jako bez wątpienia winną narodowemu nieszczęściu, które dotknęło Pomorze w najbliższym czasie. W chwili, gdy przywiązanie wiernych przeważyło szalę na rzecz domu książęcego, można było zrozumieć nienawiść i wstręt, które obróciły się przeciw Sydonii, jako rzekomej sprawczyni tych nieszczęść [57]. Czy jej tragiczny koniec przeprosił nas za wiele tego, co nam się w niej nie podobało?

Zatem, jak osądzimy dzisiaj Sydonię? Można, by rzec, iż miała wiele złych stron. Była dzieckiem o licznych wadach i błędach, lecz musiała za to okropnie odpokutować. Wcześnie odesłana przez zawistnych i skłóconych krewnych, zagrożona i popychana, wzmacniała odważne i kłótliwe z natury, swoje życie. Bliżsi w dużej części byli współwinni, czyniąc w jej życiu wiele krzywd. Pikanterii dodawała jeszcze sugestia, że była ślepym narzędziem w intrydze brandenburskich Hohenzollernów, którzy wszelkimi metodami dążyli do opanowania władztwa Gryfitów Pomorza Zachodniego. Tak zobrazowana postać Sydonii godna była szekspirowskiego dramatu. Rzeczywistość była jednak mniej dramatyczna. Oskarżenie o czary, o spowodowanie śmierci męskich przedstawicieli rodziny książęcej było tylko pretekstem do brutalnego pozbycia się Sydonii przez jej kuzyna, Josta von Borcka.

Po śmierci Sydonii jeszcze długo płonęły stosy z czarownicami. Te stosy na placu straceń, na którym przed wiekami spalono dumną szlachciankę w przeraźliwy sposób dowodzą nam, na jakie manowce może sprowadzić fantazja, i wybujała wyobraźnia. Ale, czy my, dzieci XXI wieku, mamy powód do tego, by się cieszyć kulturą bez skazy, wolną od ludzkich ograniczeń? [58].

Przypisy:

 

[1] Mała wieś tuż obok Łobza, wcześniej Jan Borcko zbudował w zakolu Regi silnie umocniony zamek, otoczony wałami i fosą. Stąd Borckowie urządzali liczne wypady łupieskie, grabiąc okoliczne dobra. Już wówczas Strzmiele określano jako „Wulfsberg” -, „Wilczy Gród” rodu Borków.

[2] O. Baronowska, Pomorze Zachodnie, Szczecin, 2001, Wydaw. „INES”. ISBN 83-910427-4-X. s. 94.

[3] Łobez – miasto powiatowe, położone nad rzeką Regą w województwie zachodniopomorskim. Przez długie wieki było prywatną własnością rycerską panów Borcków, którzy w tej okolicy mieli swoje majątki. W 1275 r. wystarali się o przywilej lokacyjny i założyli miasto Łobez.

[4] D. Bieniek, „Pomorski ród Borków”, „Łobeziak”, 1992, nr 11. s. 6.

[5] Ród Gryfitów odegrał w dziejach Pomorza Zachodniego wielką rolę, był twórcą i ostoją księstwa zachodniopomorskiego. W państwie tym – wzorem monarchii piastowskiej – naczelna władza należała do księcia. Obowiązywała zasada dziedziczenia tronu przez męskich członków dynastii. W wypadku gdy istniało kilku spadkobierców, władzę sprawowali oni wspólnie. Nazwa dynastii wywodzi się ze znaku herbowego, jaki używali na swych pieczęciach, pieczęciach był nim gryf (w mitologii starożytnej: skrzydlaty lew z głową orła).

[6] D. Bieniek, Borckowie – rozbójnicy, Łobeziak”, 1993, nr 25, s. 11.

[7] B. Twardochleb, Historia wielka w Radowie Małym, „Kurier Szczeciński”, 1998, nr 178, s. 31.

[8] W niektórych zakonach rycerskich, np. krzyżackich, zwierzchnik domu zakonnego, później - w państwach tych zakonów – zarządca okręgu, prowincji (komturii).

[9] J. Kochanowska, Tajemnice Pomorza, Szczecin, 2004, Wydaw. Oficyna In Plus. ISBN 83-894022-09-2. s. 17.

[10] Ziemia 1967, [brak miejsca wydania], 1968, Wydaw. Sport i Turystyka. [brak ISBN]. s. 160-161.

[11] O. Knoop, Sagen, „Erzahlungen und Schwanke aus dem Kreise Regenwalde“, Labes, 1924, [brak numeru]. s. 59.

[12] B. Frankiewicz, Sydonia, Szczecin, 1986, Wydaw.

[13] W celu przeciwdziałania grasującym na Pomorzu rycerzom-rabusiom wielki mistrz Konrad von Wallenrode sprzymierzył się z księciem wołogoskim Warcisławem X i najechał na gniazdo rycerskiego rodu Borcków w Strzmielu pod Łobzem – był to odwet za poturbowanie pewnego krzyżackiego komtura. Konrad spustoszył warownię w Strzmielu, wybił w pień jej załogę, co w późniejszych latach obrosło miejscowymi legendami bezprzykładnym męstwie Borcków, niecnej zdradzie ich sługi oraz wielkiej miłości Maćka Borcka i jego małżonki.

[14] B. Twardochleb, Historia…, op.cit. s. 31.

[15] S. Gordon, Klątwa…, op.cit. s. 51.

[16] Tamże, s. 10.

[17] Tamże, s. 10.

[18] Klątwy i uroki – rzucanie klątw i uroków. [dostęp. -9.-4.2009]. Dostępny w World Wide Web, http://www.klątwy-adamus.net/

[19] Tamże, s. 11.

[20] Klątwa kościelna, ekskomunika.

[21] W całym tego słowa znaczeniu, w najwyższym stopniu (fr.).

[22] Władca mongolski, jeden z największych zdobywców w dziejach świata; zjednoczył koczownicze plemiona mongolskie i tureckie, stworzył potężne imperium mongolskie na terenach od Oceanu Spokojnego po Morze Czarne.

[23] Ibidem, s. 14.

[24] Tamże, s. 41.

[25] S. Gordon, Księga …, op.cit. s. 42.

[26] Ibidem, s. 43.

[27] S. Gordon, Księga…, op.cit. s. 37-38.

[28] Tamże, s. 187.

[29] Klątwy i uroki – rzucanie klątw i uroków. [dostęp. 09.04.2009]. Dostępny w World Wide Web. htpp://www.klątwy-adamus.net/

[30] Tamże, s. 244.

[31] P. Gut, O sporze Sydonii v. Borcie z bratem Ulrykiem. „Głos Szczeciński”, 1998, nr 205. s. 12.

[32] B. Frankiewicz, Sydonia von Borck. „Łabuź”, 1998, nr 9, s. 31.

[33] B. Frankiewicz, Sydonia…, op.cit. s. 6.

[34] S. Misakowski, Sydonia, Poznań, 1970, Wydaw. Poznańskie. [brak ISBN]. s.34.

[35] Z. Boras, Książęta Pomorza Zachodniego, Poznań, 1996, Wydaw. Naukowe UAM. ISBN 83-232-0732-1. s.264.

[36] S. Misakowski, Sydonia ..., op.cit. s. 36.

[37] Tamże, s. 12.

[38] B. Frankiewicz, Sydonia, Szczecin, 1998, Wydaw. Stowarzyszenie Komunalne Euroregionu Pomerania.
[brak ISBN]. s. 6-7.

[39] Z. Boras, Książęta …, op.cit. s. 263-266.

[40] Marianowo – to duża wieś gminna, położona 55 km na wschód od Szczecina, pomiędzy Stargardem a Chociwlem. Leży na równinnym terenie nieopodal rzeki Krępy i jeziora rynnowego zwanego jeziorem Marianowskim.

[41] Encyklopedia Popularna PWN, Warszawa, 1992, Wydaw. Naukowe PWN, Spółka z o. o..[ISBN 83-01-10416-3.
s. 155.

[42] Kluniacy - mnisi benedyktyńscy, którzy przybrali nazwę od francuskiego opactwa w Cluny, gdzie podjęto pierwszą wielką reformę zgromadzenia.

[43] Część stroju zakonnego, długi, prostokątny płat sukna, z okrągłym otworem pośrodku (do wkładania przez głowę), noszony przez zakonników na habicie.

[44] Osoba, która przebywała na stałe w klasztorze bez składania uroczystych ślubów zakonnych, używana do różnych posług.

[45] J. L. Jurkiewicz, Pomorski Szlak Cystersów, Gdynia-Pelpin, 2006, Wydaw. „Region”.[ISBN 83-89178-66-4].
s. 18.

[46] Przełożona opactwa benedyktynek lub klarysek, przyjmująca kandydatki do zakonu i zarządzająca jego majątkiem.

[47] J. L. Jurkiewicz, Pomorski …,op.cit. s. 20.

[48] Marianowo i okolice, Szczecin,[brak roku wydania], Wydaw. Regionalny Ośrodek Studiów i Ochrony Środowiska Kulturowego.[ISBN 63-86334-92-4]. s. 17.

[49] F. Kübler, Die Klosterhexe Sidonia von Borcke, „Unster Pmmerland“, 1921, R VI, nr 9, s. 303.

[50] Tamże, s. 304-305.

[51] O. Różyczki, Klątwa na Grafitach, „Gazeta Wyborcza”, 2001, nr 116, s. 6.

[52] F. Kübler, Die Klosterhexe…, op.cit. s. 306.

[53] Za murami miejskimi Szczecina znajdowała się Brama Młyńska, na nie wysokim wale, mniej więcej, tam gdzie dziś kończy się przy Muzeum Narodowym ulica Staromłyńska. Za tą właśnie bramą ciągnął się plac grozy, gdzie wykonywano na nim wyroki śmierci, a XVII wieku palono kobiety oskarżone o uprawianie czarów.

[54] S. Misakowski, Sydonia, Poznań, 1970, Wydaw. Poznańskie. [brak ISBN]. s. 37.

[55] Tamże, s. 37.

[56] Ostatni książę zachodniopomorski.

[57] Ibidem, s. 303.

[58] F. Kubler, Die Klosterhex.., op.cit. s. 303.

 
BIBLIOGRAFIA
 
1.    Baronowska O., Pomorze Zachodnie, Szczecin, 2001, Wydaw. „INES”. ISBN 83-910427-4-X.
2.    Bieniek D., Pomorski ród Borków, „Łobeziak”, 1992, nr 11.
3.    Boras Z., Książęta Pomorza Zachodniego, Poznań, 1996, Wydaw. Naukowe UAM. ISBN 83-232-0732-1.
4.    Boras Z., Stosunki polsko – pomorskie w II połowie XVI wieku, Poznań, 1965, Wydaw. Poznańskie. [brak ISBN].
5.    Encyklopedia Popularna PWN, Warszawa, 1992, Wydaw. Naukowe PWN, Spółka z.o.o.ISBN 83-01-10416-3.
6.    Encyklopedia Szkolna. Historia, Warszawa, [brak roku wydania],  Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne . ISBN 83-02-04927-1.
7.    Frankiewicz B., Sydonia, Szczecin, 1986, Wydaw. GLOB. ISBN 83-7007-079-5.
8.    Frankiewicz B., Sydonia von Borck. „Łabuź”, 1998, nr 9.
9.    Gordon S., Księga klątw, Warszawa, 1996, Wydaw. Amber Sp. Z.o.o. ISBN 83-7082-533-8.
10.  Graupmann J., Leksykon tematów tabu, Warszawa, 2007, Wydaw. Klub dla Ciebie. ISBN 978-83-7404-575-9.
11.  Gut P., O sporze Sydonii v. Borcie z bratem Ulrykiem. „Głos Szczeciński”, 1998, nr 205.
12.  Gut P., Procesy o czary na Pomorzu, „Głos Szczeciński”, 1998, nr 232.
13.  Gut. P., Procesy o czary na Pomorzu, „Głos Szczeciński”, 1998, nr 252.
14.  Haas J. A., Pommersche Sagen. Liptow, 1926, nr 17.
15.  Jurkiewicz J. L., Pomorski Szlak Cystersów, Gdynia-Pelpin, 2006, Wydaw. „Region”.[ISBN 83-89178-66-4.
16.  Kabler F., Die Klosterhehe Sidonia von Borcie. „Unser Pommerland“, 1921, R. VI,  nr 9.
17.  Knoop O., Blockberge in Pormmern. „Blatter für Pommersche Volkskunde“, 1894, R. III. nr 1.
18.  Knoop O., Neue Volkswagen aus Pommern, „Blather fur Pommersche Volkskunde”, 1895,R. IV, nr 1.
19.  Knoop O., Neue Vollssagen aus Pommern. „Blatter für Pommersche Volkskunde“, 1895, R. IV. nr 3.
20.  Knoop O., Sagen, „Erzahlungen und Schwanke aus demKreise Regenwalde“, Labes, 1924, [brak numeru].
21.  Kübler F., Die Klosterhexe Sidonia von Borcke, „Unster Pmmerland“, 1921, R VI, nr 9.
22.  Labuda G., Dzieje Szczecina, Warszawa, 1985, Wydaw. PWN. [brak ISBN].
23. Marianowo i okolice, Szczecin,[brak roku wydania], Wydaw. Regionalny Ośrodek Studiów i Ochrony Środowiska Kulturowego.[ISBN 63-86334-92-4].
24.  Misakowski S., Sydonia, Poznań, 1970, Wydaw. Poznańskie. [brak ISBN].
25.  Różyczki O., Klątwa na Grafitach, „Gazeta Wyborcza”, 2001, nr 116.
26.  Twardochleb B., Historia wielka w Radowie Małym, „Kurier Szczeciński”, 1998, nr 178
27.  Życie dawnych Pomorzan. Materiały z konferencji, Bytów, 20 – 21 października 2000, Bytów – Poznań, 2001, Wydaw. „Eco”. ISBN 83-87437-06-7

Dokumenty online dostępne w World Wide Web
 
1.  Gryfia. [dostęp. 18 marzec 2009]. Dostępny w World Wide Web http://pl.wikipedia.org/wiki/Gryfia
2. Klątwy i uroki – rzucanie klątw i uroków. [dostęp. 09 kwiecień 2009]. Dostępny w World Wide Web. http://www.klatwy.adammus.net/